sobota, 23 lipca 2011

Crafting

Kiedyś dawno temu, jak miałam więcej czasu, szyłam Tildy:-). Przedstawię Wam niestety tylko cztery, bo reszta zaginęła w otchłani komputera.






 



Teraz jak tak siedzę i piszę, myślę sobie: " Matko, czego ja nie robiłam", swoją przygodę z craftingiem , ale zabrzmiało;-) ), nawet nie wiem czy takie słowo istnieje, zaczęłam od decoupagu, ale szybko mi się znudziło, bo to niestety zajęcie dla cierpliwych, a ja do nich nie należę.Potem postanowiłam, że będę haftować, oczywiście postawiłam na haft krzyżykowy - wiadomo najprostszy - ale zaczym coś wyhaftowałam, trwało to tygodniami, także haft również poszedł w kąt, jedynie w szafkach zostało mnóstwo gazet z wzorami.







Ponieważ ja nie mogę tkwić w bezczynności, zachłysnęłam się książkami Tone Finnanger i zaczęłam szyć, pierwsza Tilda wyglądała tak, że mój szwagier jak ją zobaczył powiedział     " Ojej, lalka jakby Powstanie Warszawskie przeżyła" ;-), ale się nie poddałam i  moje Tildy zaczęły przypominać Tildy, przynajmniej tak mi się wydaje;-).Zawieszki wyszły w tzw. międzyczasie..i narazie tak zostało. Tildy mam ochotę szyć dalej, teraz "chodzi" za mną jedna, cały czas mam ją w głowie, może  na urlopie coś stworzę:-).
P.S. Zapomniałam o wiankach z materiału...





3 komentarze:

  1. Nie wierzę w brak cierpliwości! Przecież uszycie takiej Tildy wymagać musi anielskiej wprost cierpliwości!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tworzenie Tildy wymaga cierpliwości, ale decoupage to proces rozłożony w czasie, ciągle trzeba czekać, że coś wyschnie,a schnie z reguły 24h szybciej nie chce;-).Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodajmy jeszcze cierpliwośc domowników ! Warto jednak czekać, Tildy to dobre Anioły.

    OdpowiedzUsuń