niedziela, 17 lipca 2011

Historia świata w każdym z nas

Uwielbiam oglądać stare fotografie. Przyglądam się bacznie ludziom i światu zamkniętych w dwóch wymiarach czarno-białych odcieni i szukam wymiaru, który wymyka się materii. Bo wcale nie chodzi mi o głębię zdjęcia, ale o emocje i uczucia, które towarzyszyły bohaterom oglądanych obrazów. Ta osobista retrospekcja daje mi możliwość wejścia w świat , którego przecież już nie ma. W swojej pracy muzealnika w mnogości eksponatów, dokumentów i zdjęć archiwalnych , według sztuki i standardów sucho opisuję fakty. Zrozumiałe, przecież taki dokument ma wartość historyczną, archiwalną. A przecież za tym kryje się życie ze wszystkimi możliwymi barwami.Bohaterowie powstań, strajków, wojny kochali, cierpieli, tęsknili, nienawidzili, przyjaźnili się. Tak naprawdę o tych emocjach mało wiemy, bo rzadkością są pamiętniki, opisy na zdjęciach czy osobiste zapiski. Dlatego mam do Was ogromną prośbę. Śmiem to nawet nazwać apelem. Pamiętajcie o muzealnikach :-) Piszcie pamiętniki, opisujcie zdjęcia, dzielcie się swoimi emocjami, uczuciami. Historia tak często jest odhumanizowana: daty, suche wydarzenia, liczby ludzi idące w dziesiątki tysięcy, a przecież każdy człowiek to historia świata.


Prababcia Paulina.

Rewers fotografii.

Zdjęcia z rodzinnego albumu mojej mamy.

4 komentarze:

  1. Obawiam się że muzealnicy i archiwiści za 50 lat będą mieli inny problem: nadmiar fotografii, nadmiar informacji. Sztuką będzie wówczas selekcja, odróżnienie prawdy od przeróżnych odcieni fałszu, faktu od okolicznościowej kreacji, prawdziwych emocji od chwilowych fascynacji. Kiedy patrzę na ludzi wokół uzbrojonych w aparaty i sumiennie "dokumentujących" świat nieodmiennie przypomina mi się bohater "Stu lat samotności", który z ogromnym zacięciem wykonywał dagerotypy kątów swojego domu w nadziei, że po ich złożeniu uda mu się "upolować" Boga. Jemu się nie udało - może uda się współczesnym milion fotografów...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą, ale mi bardziej chodzi o to żeby oprocz pstrykania miliona zdjęć, prowadzić pamiętniki, zapiśniki lub co kto chce. Od tygodnia porządkuję archiwum, książki, rzeczy osobiste po kobiecie, które była oficrem AK, nauczycielem tajnych kompletów. Po wojnie mieszkała razem z siostrą, w sumie 50 lat,dwie kobiety,które zgromadziły mnóstwo rzeczy.Powadziły w zwykłych kalendarzach dzienniki, czasami notatki są banalne typu: "Rano poszłam po chleb" a czasami opisują ich stan ducha, przemyślenia i właśnie te rzeczy dla mnie osobiście są ważniejsze niż np. metryka urodzenia ich matki (1870rok), czy podręczniki z tajnych kompletów.
    Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem przekonany wojcie [wójcie?], że Tobie często udaje sie "upolować" Boga, a przynajmniej, może aż, dzieło Jego stworzenia. Myślę tu nawet o ostatnim Twoim secie "Marsjanie atakują" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Roksanko, ale masz ciekawą pracę! Analizujesz! Ja również, tyle, że żywych;-) Pozdrawiam Ciebie i Adama, który znowu rozbawił mnie swoim komentarzem. Ale Ty musisz mieć z nim wesoło;-)

    OdpowiedzUsuń