sobota, 30 lipca 2011

Kawa się nadawa: Bluemontacz i Kona

Dla każdego kawosza są przynajmniej trzy kawy, które kiedykolwiek musi spróbować. Na ile w tym wszystkim jest marketingu, snobizmu, ciekawości, mitów nie wiem. Jedno jest pewne, że „merolami” wśród kaw, przynajmniej medialnie, są Blue Mountain, Kona Extra Fancy i Kopi Luwak. Ostatnią nie zajmę się z kilku powodów. Po pierwsze nierozerwalnie związana jest z odchodami zwierzęcia (a to retro blog jest, romantyczny taki). Po drugie, kilogram kawy kosztuje jakieś 4000 zł, a w konsekwencji, tu po trzecie, nie piłem jej.
Kiedyś skusiliśmy się z Roksaną na ziarno z błękitnych wzgórz Jamajki. Podniecenie, bo przecież kawa w specjalnych beczkach transportowana, certyfikowane plantacje, autentyczność potwierdzonoa przez jakiegoś gubernatora czy innego starostę, a większość zbiorów i tak kupują Japończycy, no a  filiżanka naparu w NY kosztuje 15 zielonych. Doszedł jeszcze Bond, James Bond. Jedyna wspomniana kawa w przygodach szpiega, którą pil. W dodatku bezalkoholowa ! Zatem pyk, mały łyk i… nic. Zawiedzenie. Roksana nie stała się dziewczyną Bonda, a moje podniecenie zaczęło się w głowie i tam też się skończyło {a było to w sile wieku młodzieńczego}W smaku zwykle brazylijskie ziarno, z szacunem dla wzgórz Minasu. Jedynie teść był zauroczony, bo stwierdził, że po tej kawie czuje optymizm, a przygotowany napój nie jest dla plebsu. Nie jestem z plebsu, a optymizmu mam więcej po zwykłej kawie, nawet eksportowej kolumbijeksiej supremo.
Natomiast hawajskie ziarno to poezja! Rany Julek, trzy razy tańsze, a ile radości z kosztowania. Dziś daruję Wam doznań organoleptyczych. Wspomnę li tylko,że Kona Extra Fancy średniego palenia po prostu podbiła moje serce. Niestety zatruła też umysł i marzenia, bo od kilku lat pragnę pojechać na Hawaje, poczuć zapach tamtejszych plantacji, wtopić się w klimat plantatorów, jarmarków i festiwali kawowych. Taki właśnie retro klimat, bez niepoprawnych politycznie plantacji bawełny! Do tego słońce, woda … ech.
Wszystkim czekającym na lato, polecam hawajskie ziarno. Lato zawita szybko i rozbłyśnie tęczą kolorów i bukietem zapachów w domowej filiżance.

Proponowana wycieczka:
Hawaii Coffee

I zawsze pozostaje poczcicwe kolumbijskie ziarno.

5 komentarzy:

  1. Baaardzo fajny post, aż nabrałam ochoty (a jest 22.30 ... !) na kawę. Naprawdę, aż zsie mnie ! Proszę tylko o namiary, gdzie takowe kawy się kupuje... Skorzystam z dziką przyjemnością. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, tu mam mały problem. sklep, w którym kupowałem konę detalicznie już nie istnieje. Pozostałych sprzedawców nie znam. Kiedy zajmowalismy się kawą zawodowo, naszym stałym pewnym i sprawdzonym dostawcą była palarnia kawy z Piotrkowa Trybunalskiego www.caferoma.pl Polecam, jednak nie nie wiem, czy prześlą mniejsze ilości. Warto natomiast kupić opakowanie prosto od plantatorów (ok. 15-20 USD). wyguglować i już :)
    Niestety, często zdarzają sie podróbki blue mountain czy kona. Jednak podniebienia nie da się oszukać. Jeżeli wcześniej kupię coś godnego polecenia, odezwę się. Pozdrawiam, brrr słonecznie, bo moje slepia deszcza już nie widzą!

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie... Kiedy zajmowaliście się kawą zawodowo, przynajmniej raz na jakiś czas mogliśmy poczuć się smakoszami... Teraz to tylko ordynarne spijanie (elegancko rzecz ujmując)... ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo, nie wiedziałam, że tak zawodowo było ... Niemniej, gdyby "kiedyś, coś, gdzieś" to ja się chętnie piszę ! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. To już rok, łza nostalgii zakręciła się w oczętach naszych. Wspomnień jest sporo, większość z nich dość zabawnych. Zastanawiam się na blogowym projektem "Przystanek Bellissimo". Decyzja jednak należy do Roksany.

    Elżbieto, zawsze o Was dbaliśmy, a każde nowe odkrycie było Wam przedstawiane. I u nas jakość wypijanego naparu spadła od czasu zamknięcia sklepu. Cały czas zastanawiam sie nad zakupem domowej palarki :)

    Pozdrawiam coffeeinowo, Adam.

    OdpowiedzUsuń