czwartek, 7 lipca 2011

Kawa się nadawa


Trudno nie napisać znowu o deszczowym popołudniu. „Adamie, litości! Dość już, wszak królik ma słońce przynieść” – w myślach usłyszałem żonę J Jednak wczorajsze deszczowe popołudnie było nieco inne. Roksana po przyjeździe z pracy wyraziła życzenie i potrzebę zarazem, której nie realizowała od miesięcy. Mocne zachwianie bilansu energetycznego organizmu manifestujące się spadkiem pozytywnego cukru [gorycz], postanowiła Roksana zrównoważyć ciasteczkową ucztą. Nie skrywałem radości, bo i mi za ciasteczkami zatęskniło się. Zatem szybkie zakupy, talerz wypełniony łakomą słodyczą, dzieciaki na sofie, pies hipnotyzujący wypieki z nosem przy stole … Kawa! Jeszcze nie gotowa. No tak, ale zrobić latte, a taką dostałem sugestię (zgadnijcie od kogo), mając jedynie ekspres przelewowy, garnek typu mlecznik i ręczne mieszadełko. To wyzwanie godne domorosłego baristy. Przepis nader prosty. Przelać napar, przygotować dwie wysokie szklanice, podgrzać mleko. Pierwsza warstwa mleka, potem kawa, a potem mocno spienione mleko. Sukcesu nie było. Wyszła kawa na dobranoc z dość sympatyczną białą pianką. Klęską wyczynu też nie nazwałem. Kawa smaczna bowiem była, delikatna, a  w połączeniu ze słodyczą ciastek nawet wyborna.
Wynalazłem na swoim kompie takie tagi Roksany. Dla mnie bomba,niekoniecznie kaloryczna!

Bez nispodzianki. Po prostu worek po kawie :)
Lecz po co ja to wszystko, przecież zanim łysy księżyc w jasne słońce się przemieni… nie no żart. Poleciałem poezją J Zostanę jednak w klimacie. Kiedyś w Opolu Jarek Wasik wyśpiewał tekst poety Odgena Nasha (zawodnik USA?) „Kawa się nadawa”, w pełnym tytule zaś „Refleksje na temat przełamywania lodów przy nawiązywaniu stosunków towarzyskich”. O Jarku W. słuch zaginął, natomiast kawa cały czas się nadawa. Reszta zwrotki jest nieistotna, bo chcę z Wami o kawie trochę popisać. Dobrą żonę mam i pozwoliła mi na blogu o kawie porzeźbić. Zatem czasem coś napiszę, a Roksana tekst zilustruje dziełami swemi.  Lody przełamane.

Dziś nie pada, a kawa w pracy ma już inny smak. Pozdrawiam, Adam.

1 komentarz:

  1. Ależ Adamie, o Jarku W. słuch nie zaginął tak zupełnie :) Jest bliżej Ciebie, niż myślisz. Już nie w Opolu, a raczej w stolicy bywa. Kształci się i rozwija. A muzycznie? Kiedy ostatnio słyszałam go w Trójce, przebąkiwał o płycie. Zagrali wtedy nieśmiertelne "Nastroje", ale w wersji, którą nagrał z Miką Urbaniak...

    A kawa? Dziś jeszcze przede mną... ale już się nie mogę doczekać!

    OdpowiedzUsuń