środa, 24 sierpnia 2011

Irysy w naszym "pępku świata"

Irysowe candy sprawiły nam nie lichą przyjemność. Miejsce zakotwiczenia zaczarowanych kwiatów było dla nas oczywiste od samego początku, tam gdzie między niebem a ziemią pijemy najlepszą kawę na świecie, a żelazne ptaszyska przypominają nam cały czas o naszych podniebnych marzeniach. Chodziliśmy w naszym l’ombelico del mondo z łopatą, workiem ziemi i wiaderkiem wody. Tu może nasikać pies, tu dzieciaki grają w piłkę, tutaj jest za mało słońca, a tu … jest stary słup z wielkimi otworami, który od zawsze był planowany na wielki kwietnik. Tak, to chyba dobry pomysł. Kurteczka, nam się wydawał dobry, nie wiemy, jak ten pomysł oceni dasz DARCZYŃCA J [tu ukryty pod linkiem].
Staraliśmy się wykonać dokładnie procedurę według instrukcji zawartej w liście.
Realizacja krok po kroku.



I efekt końcowy.


Małe drzewko, sąsiad irysów.


Pięknie dziękujemy Barashce i składamy uroczystą obietnicę dbania o roślinki.

3 komentarze:

  1. Witam Was ! To sadzenie irysów przybrało w Waszych rękach wymiar niemalże patetyczny, ha,ha... Zaniepokoiło mnie tylko to, że takie żółtawe te listeczki trochę, mam nadzieję, że szybko kłącza się zadomowią na nowym miejscu i wypuszczą nowe rozety liści. Bo kłącza i korzenie wyglądają w porządku. Ja bym tylko trochę wyprostowała te iryski, bo jak zakwitną w przyszłym sezonie, to będą trochę tak po skosie ... A jak się rozrosną, to niestety potrzebna im będzie większa przestrzeń ... Ale pomysł wybitnie nowatorski !!! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uff, co za ulga :) A iryski trochę dziś podciągnę i będą iryski ciągutki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Barashko ja mam do Ciebie jeszcze pytanie odnosnie zimy, jak je zabezpieczyć przed mrozem?
    pozdrawiam ciepło
    Roksana

    OdpowiedzUsuń