środa, 19 października 2011

Przystanek Bellissimo. O jednej z uczt

A dziś? Nie ma już „Bellissimo”.
Dyskretny urok sklepów kolonialnych poniósł wiatr….
ZAMIAST WSTĘPU

„Moje życie, o ile mnie pamięć nie zwodzi, było niegdyś ucztą, na której otwierały się wszystkie serca, płynęły wszystkie wina. Pewnego wieczoru wziąłem na kolana Piękno – i przekonałem się, że jest gorzkie – znieważyłem je.
Uzbroiłem się przeciw trybunałom.
Uciekłem.
O czarownice, nędzo, nienawiści, powierzono wam mój skarb!
Zdołałem wygnać ze swojego umysłu wszelką ludzką nadzieję. Głuchym skokiem drapieżnika rzucałem się na każdą radość, by ją zdusić.
Wezwałem oprawców, żeby konając, kąsać kolby ich karabinów. Wezwałem wszystkie plagi, by zadławić się piachem i krwią. Moim bóstwem było nieszczęście. Tarzałem się w błocie. Suszył mnie wiatr zbrodni.
Igrałem z obłędem.
I wiosna przyniosła mi okropny śmiech idioty.
Niedawno, bliski wydania ostatniego skrzeku, zapragnąłem odnaleźć klucz do dawnej uczty, na której być może odzyskałbym apetyt.
Tym kluczem jest miłosierdzie. – Pomysł taki dowodzi, że śniłem.”
                                                                                   /Arthur Rimbaud – „Sezon w piekle”/
********
Gdyby każde, najbardziej nawet prozaiczne zdarzenie zapisać igłą w kąciku oka, byłoby wspaniałą nauką dla każdego, kto życie próbuje postrzegać jako doświadczanie.
********

O doświadczaniu zatem.
Był to czas, kiedy jeszcze kupowałem pieczywo w  sklepiku.
Razu pewnego, wychodząc po dokonanych zakupach dostrzegłem vis a vis wejście do nowo otwartego lokalu.


„Wejdę entrèe do środka” – pomyślałem. Ponieważ przez przeszklone drzwi dało się zauważyć brak klientów, w myślach wyobraziłem sobie, że ekspedient (-ka), jest na zapleczu i uda się rzucić na powitanie coś światowego i z klasą: „przepraszam za pardon, czy wszak jest tu kto, czy też atoli nie?”.

Im bardziej jednak byłem wewnątrz lokalu, tym BARDZIEJ „ekspedientka” stała za kontuarem.
-„ Zacznę chyba klasycznie – przemknęło mi przez myśl – w stylu: czy jest może…., a zresztą nie, czy bywa u państwa…, hmm, przepraszam, dziękuję i do widzenia”.
Przyjrzałem się wnętrzu sklepu. Trudno było doszukać się artykułów z reklam telewizyjnych. Na półkach  pojemniki z egzotycznymi herbatami, szklane słoje z różnymi rodzajami kaw, jakieś ciastka, czekolady, soki, przetwory. Trochę bibelotów. Akcesoria do parzenia herbaty. Wszystko utrzymane w miłej dla oka tonacji.                                                                                                                                                    Dyskretny urok dawnych sklepików kolonialnych.
Mam! (przypomniał mi się Oliveira z powieści Cortazara)
- „Czy dostanę u państwa yerba mate?”
Dostałem. Półgodzinny wykład o rodzajach mate, sposobach parzenia i akcesoriach do tego niezbędnych.
Okazało się , że „žena za pultem” jest właścicielką przybytku.
Nieco później dowiedziałem się , że ma na imię Roksana. „Gdzież Twój Cyrano?” – pomyślałem wtedy.
Był i Cyrano. Miał na imię Adam, może różnił się nieco od literackiego pierwowzoru (no nie ten nos…), ale inteligencją i oczytaniem z pewnością mu dorównywał.
Taki był początek moich peregrynacyj do  „Bellissimo”.
Oczywistym jest, że toruńskie pierniki, czy kolejna paczka mate były tylko pretekstem do pogłębiania i zacieśniania (czytaj: doświadczania).
Mogłem opowiadać o metodzie Hahnemanna (a mogę o tym długo i namiętnie), odrobinę o literaturze… O muzyce…, o muzyce chyba nie zdążyłem (jak mogłem nie wspomnieć o Hendrixie?!).
Kiedy zaś pogłębianie i zacieśnianie osiągnęło swój horyzont, przyszedł czas by dawać słuszny odpór, piętnować zdrajców w łonie partii i komentować poczynania naszych, oby żyli wiecznie, Umiłowanych Przywódców.

Tak było…
A dziś? Nie ma już „Bellissimo”. Dyskretny urok sklepów kolonialnych poniósł wiatr….
Chociaż… Nie! Przecież one ciągle są w nas! Spoczywają gdzieś w zakamarkach duszy, czekając aż się je odkurzy i oczyści z grubych warstw patyny. Pobrzmiewają echem  opowieści o dawno zapomnianych wartościach. O czasach, które miały ducha i ludziach, którzy mieli dusze.
Przecież na miłość Boską gdzieś musi istnieć ten świat, w którym uczciwość jest normą, słowo honoru świętością, odwaga obowiązkiem, wstydliwość i skromność cnotą. Gdzie słabszemu podaję się rękę a błądzącemu okazuje miłosierdzie. Gdzie można rozmawiać bez lęku, że treść rozmowy posłyszą „policje tajne, jawne i dwupłciowe”.
Przecież na miłość Boską gdzieś musi istnieć taki świat…..
W nas?.....
Pozdrawiam. Sinuhe.

5 komentarzy:

  1. Sinuhe,
    Twoje wspomnienie Bellissimo jest dla mnie bardzo ważne.Byłeś osobą/klientem, która nadawała sens temu wszystkiemu, nasze rozmowy o literaturze, filozofii,muzyce..tak, tak było o Hendrixie;) i o polityce byly czymś co na zawsze pozostanie w zakamarkach mej duszy. Do tej pory łapię się na tym,że rozmyślając na wyżej wymienione tematy zastanawiam się co by powiedział Sinuhe..i powołuje się na Twoje słowa, szerzę wiedzę, którą mi przekazałeś:)
    Dziękuję..
    Roksana

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chcę mnożyć komentarzy pod postem, ale muszę :) Sinuhe, dziękuję za "mój akapit". Jest mi szalenie miło.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się dołączam do podziękowań za TAKIE sklepiki nietuzinkowe i za TAKICH klientów WSPANIAŁYCH ... POZDRAWIAM.

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja właśnie popijam yerbę pomarańczem słodkawą i czytam sobie z zacięciem ten powyższy jak zwykle błyskotliwy tekst. Jedno miałem tylko huncwotowe skojarzenie - jak zobaczyłem te krzewy zielone przed delikatesami, to się mi one jednoznacznie skojarzyły ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie Marku. Dopiero teraz to zauważyłem. Tak ... :) to ... yerba mate !!! ;-)

    OdpowiedzUsuń