środa, 5 października 2011

Przystanek Bellissimo: Pięć filiżanek z życia

W pewnym wieku czas zaczyna przyspieszać –
podobno spowodowane jest to skalą już przeżytych dni.

Pierwsza filiżanka

Tak naprawdę kawa pojawiła się w moim życiu razem z Dziewczyną. Akademik, czajnik elektryczny, kubek z zabawnym zielonym psem (prezent od kogoś z liceum jeszcze), a w nim Tchibo z żółtej torebki (tej 250-gramowej). Ta kawa – z fusami, a jakże – towarzyszyła nam codziennie, rytuał popołudniowy, gdy po zajęciach przychodził czas na długie rozmowy, słuchanie Kate Bush i Petera Gabriela (niekoniecznie w duecie).

Druga filiżanka

Pierwsza wizyta w domu mojego promotora. Profesor od pierwszych zajęć był dla studentów Kimś. Każdy na swój sposób próbował sobie radzić w zderzeniu z Jego osobowością. Jedni dawali się upupić (choć nie było to celem Profesora) i wchodzili na powrót w świeżo zrzuconą wylinkę licealną, wkuwając stosowne fragmenty podręcznika. Inni starali się nadążyć za myślą Profesora, co – zważywszy na to, że byliśmy na pierwszym roku – było z góry skazane na niepowodzenie i stawało się źródłem frustracji. Jeszcze inni stroili się w piórka leserów i próbowali pozować na chojraków z gumą do żucia między zębami (nieszczęśnicy!). Żadna piątka z egzaminu nie dała mi tyle satysfakcji, ile ta otrzymana od Profesora. Cztery lata później stawiłem się, nie bez wahań, na seminarium Profesora, co okazało się początkiem dłuższej przygody. Mimo to każde spotkanie było dla mnie trudnym przeżyciem. Zatem pierwsza wizyta... Miałem odebrać pierwszy rozdział pracy. Stres nieprawdopodobny. Żona Profesora zaproponowała coś do picia – poprosiłem o kawę – ale nawet na torturach nie przypomnę sobie, czy to była banalna kawa rozpuszczalna, czy parzona po turecku, czy wyciśnięta z ekspresu. Profesor przerzucał kartki wydruku, dzieląc się spostrzeżeniami na temat tekstu, a ja próbowałem skryć się za filiżanką, świadom swojej intelektualnej marności...

Trzecia filiżanka

Kawa z bardzo ważnym Szefem Pewnej Instytucji, o której jest głośno, a która nie wiadomo co robi. Otrzymałem zadanie załatwienia podpisu pod umową. Można było oczywiście wysłać umowę pocztą, ale czas naglił. Wsiadłem więc do firmowej limuzyny i pomknęliśmy do siedziby rzeczonej Instytucji. Szef od razu zaproponował kawę albo herbatę. Herbaty w takich okolicznościach nigdy nie wybieram, więc otrzymałem całkiem przyzwoitą kawę z lekką pianką. Podpisanie dwóch egzemplarzy umowy, łącznie z parafowaniem każdej strony, nie mogło zająć dużo czasu. Pozostały więc do końca wizyty czas został precyzyjnie wyznaczony przez zawartość mojej filiżanki. Należało więc wypić kawę tak, aby nie nadwerężyć cierpliwości Szefa i nie poparzyć sobie języka. Rozmawialiśmy o niczym, czyli o finansowaniu kultury w Polsce.

Czwarta filiżanka

Po dziesięciu latach pracy w jednym miejscu można mieć dość. Czasem wystarczy kilka słów rzuconych tu i tam w rozmowie ze znajomymi, by... zadzwonił telefon od Nowego Pracodawcy z Propozycją. Tak się właśnie stało. Szczegóły miały zostać omówione w kawiarni w jednym z warszawskich centrów handlowych. Jej nazwa padła podczas rozmowy telefonicznej. Mimo trudów – obce miasto, koniec zimy i deszcz, a do tego niedokładna mapa – z lekkim opóźnieniem udało się dotrzeć pod centrum. Żeby nie tracić czasu, zapytałem panią na najbliższym stoisku: „Przepraszam, gdzie tu jest Cafe Seven?”. „Cafe Seven?” – zastanowiła się – „Hm, nie wiem. Tam” – wskazała w prawo – „jest Coffeeheaven, ale gdzie jest Cafe Seven, nie wiem”. Nowy Szef już czekał. Niestety smaku kawy nie pamiętam, bo waga rozmowy zupełnie przesłoniła walory smakowe.

Piąta filiżanka

Trochę niepokoju, trochę ekscytacji pomieszanej z onieśmieleniem. Z takimi uczuciami pierwszy raz przekraczałem próg Bellissimo. Nie próbowałem sobie wyobrażać ani miesiąc wcześniej, gdy rozmawiałem z Adamem, ani w drodze do Żyrardowa, jak będzie wyglądał sklepik. Zanim dotarłem pod właściwy adres, pobłądziłem w wąskich uliczkach Żyrardowa, by wreszcie znaleźć miejsce parkingowe pod kościołem. Kilka kroków dalej odnalazłem Bellissimo. Nie pamiętam, jak długo się nie widzieliśmy – rok, dwa? W pewnym wieku czas zaczyna przyspieszać – podobno spowodowane jest to skalą już przeżytych dni, czyli im więcej wagoników za nami, tym prędzej pędzimy naprzód po torowisku życia. Nie bardzo rozumiem, jak to działa, ale fakt, że prędkość robi się zawrotna. Dlatego z tym większą przyjemnością wykroiłem dwie godziny z sobotniego przedpołudnia na postój na przystanku Bellissimo – spędziłem tam kilka miłych chwil przy najlepiej zaparzonej kawie, jaką dane było mi pić. To była zapowiedź kilku kolejnych, niezapomnianych wizyt w Bellissimo. Szkoda, że więcej nie będzie...

Wojtek [ wojt ]

3 komentarze:

  1. Przede wszystkim bardzo dziękuję Wojtkowi za napisanie i przesłanie tekstu. Radości mam w sobie tyle i rzeczy do powiedzenia też, dlatego , żeby nadmiar emocji nie narobił bałaganu, skorzystam z dobrodziejstwa enumeratywności.

    1. Wojtek przypomniał mi czasy akademika. Spokojnie, nie chodzi o wspólną dziewczynę! Przez rok dzieliliśmy z Wojtkiem pokój. Trudnym byłem współlokatorem, ale Wojtek w swej ojcowskiej dobroci tolerował dużo. [A tak w ogóle, to ciekawe, dlaczego Wojtek w ogólniaku miał ksywkę Ojciec?]
    2. Sentymentalnym i jakże ciepłym wspomnieniem objąłem postać Profesora. W pamięci pozostaje mi czytanie na głos Platona, Arystotelesa … Z Wojtkiem, jako byli radiowcy [!], mieliśmy zawsze większe partie tekstu do czytania. Autorytet, szacunek, estyma – to wszystko pozostaje we mnie.
    3. Cieszę się, że „Przystanek” wskrzesił w Wojtku tak niesamowitą podróż. „Pięć filiżanek” świetnie będzie wyglądało na afiszu teatralnym, nie wspominając o powieści. Panie doktorze Wojciechu, do roboty, maszyna stygnie!
    4. Piąta filiżanka jest dla mnie najważniejsza. Mówi o rzeczach dla mnie bardzo istotnych i … i już!

    I już nie mówię, bo mógłbym tak gadać i gadać, a przecież jest to odcinek Gościa.

    Wojtku, z całego serca dziękujemy [Roksana i ja], a wszystkich serdecznie pozdrawiamy.

    P.S. Zdanie o finansowaniu kultury jest po prostu wyśmienite !

    OdpowiedzUsuń
  2. ... mnie też urzekł całokształt, tekst Wojtka i komentarz Adama ... I mimo iż to "ich" chwile minione, to mam te obrazy przed oczyma mej wyobraźni ... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kate B i sk. to wykonawcy których doskonale znam i z lat zwojej ...zaprzeszłej już młodości???Nieee, mój czas zdecydowanie jeszcze nie leci z górki:))Naaaa pewno nie:))Nigdy w życiu!:D Ten post to cukiereczek:))

    OdpowiedzUsuń