środa, 9 listopada 2011

Przystanek Bellissimo. Więcej powodów

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz przejeżdżałam przez Żyrardów. Czy dopiero po tym, jak skończył się remont na drodze Mszczonów – Sochaczew i przestaliśmy jeździć do Sochaczewa przez Skierniewice, czy może wcześniej, zanim ten remont w ogóle się zaczął? Tak czy owak, miasto zawsze wydawało mi się interesujące, atrakcyjne głównie wizualnie – przez postindustrialny klimat, ceglane ściany robotniczych zabudowań, neogotycki kościół na sporym placu, ostatnimi czasy bogato iluminowanym.

Żyrardów kojarzy mi się po trosze ze Śląskiem. Powiecie, że bliżej mu przecież do robotniczej Łodzi. Pewnie, ale ja w Łodzi nigdy nie byłam, a pochodzę z miejsca, z którego do śląskich miast blisko, stąd owo skojarzenie. A zatem ze Śląskiem, głównie z ceglanymi familokami, którym – nawet przyprószonym ciemnym pyłem – trudno odmówić pewnego uroku.

Być może z tego skojarzenia moja sympatia do Żyrardowa…

***

Bellissimo też miało swój klimat. Przytulne miejsce, niby to sklep, a trochę jak w domu. Fotel z pastelowym, pasiastym pokryciem za kontuarem, na półkach słoiczki z kolorami zamkniętymi w szkle, subtelne różnice w odcieniach kawowych ziaren, krągłe kształty ciastek i pierników – wszystko miłe dla oka. Wzrokowe doznania to jednak sprawa marginalna względem przeżyć... powiedzmy, wyższego rzędu.

Miałam przyjemność być w Bellissimo zaledwie kilka razy – zawsze w sobotę, gdy za ladą stał Adam. Te spotkania miały wartość edukacyjną – to Adam wyjaśnił mi, do czego służą tykwa i bombilla, wskazywał walory różnych gatunków kaw i klarował różnice między nimi. W tych miniwykładach znać było prawdziwą pasję! Z każdego spotkania wynosiłam i inne miłe wrażenie – Adam to mistrz słowa, opowiada tak, że słucha się z przyjemnością. Zawsze po wyjściu z Bellissimo wyrażałam takie spostrzeżenie, ze szczególną sympatią odnosząc się do grubych słów zgrabnie i uroczo wplecionych w Adamową narrację. Wojtek świadkiem.


***
...nawet przyprószonym ciemnym pyłem
 – trudno odmówić pewnego uroku.

Od pewnego czasu mam zatem więcej powodów, by przyjemnie kojarzyć oglądane z okien samochodu żyrardowskie ulice. Oprócz pociągającego klimatu poprzemysłowego miasteczka: wspomnienie kameralnego miejsca pod szyldem Bellissimo stworzonego przez Roksanę i Adama, dobrej kawy, a nade wszystko spotkań z kimś, kto ma pasję i talent iście literacki.        

Serdeczności dla Adama, Roksany i Czytelników Retro Feelings,
Ela

4 komentarze:

  1. To dopiero perełka na trasie „Bellissimo” ! Elżbieto tak pięknie dziękuję za tekst, nie wspomnę o jakże miłym komplemencie. Zaczerwieniony na twarzy, odrobinkę zawstydzony, ale solidnie połechtany, już nic nie piszę o tym aspekcie posta.
    Szalenie interesujące spojrzenie na Żyrardów przez pryzmat Śląska. Tego magicznego Śląska, z niesamowitą historią, kulturą i ludźmi, którzy duszą wypełniają czerwone mury. Taki też jest Żyrardów. Mama nadzieję, że właśnie takie miasto zobaczyłaś.
    I tak, sklepiku nie ma, a nasze spotkania to już głęboka historia. Boleję nad tym, bo przecież tyle potencjalnych sytuacji na spotkanie wspólnie z Wojtkiem [żeby nie było wątpliwości :)], a żadna z nich niewykorzystana.
    Do zobaczenia wkrótce, taką mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  2. To fakt-Adam jest mistrzem słowa . Bardzo lubię te krótkie formy literackie z lekkim, przeinteligentnym humorkiem, z nutką ironii,z małymi "szczypawkami", aromatem kawy,serdeczności dla odbiorcy i miłości do Żonki;-)
    Podczas pobytu w szpitalu, po operacji cztałam te teksty i bardzo bałam się by szwy operacyjne mi nie szczeliły ze śmiechu;-)
    Retrofeelingsto nie tylko talent Adama ale i Roksanki. Te przywieszki na długo zapadają w pamięci...
    A co do porównania Żyrardowa ze Śląskiem...hmm. ...egzotyczne stwierdzenie, ale interesujące:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym roku (mimo że latek już na karku sporo) po raz pierwszy byłam w Żyrardowie i to tylko przejazdem. Miasto rzeczywiście bardzo interesujące, kościół od razu zwrócił moją uwagę; żałowałam, że nie mogłam go zobaczyć w środku.
    Ninka.

    OdpowiedzUsuń
  4. No, ale się Wam słodzi ... że ho,ho ... A jak "ho,ho..." to wpłaciłam Roksance pieniążki za zawieszki mikołajowe (powinny lada moment się pojawic') i z utęsknieniem czekam na paczuszkę. No to : "ho,ho..."

    OdpowiedzUsuń