sobota, 12 grudnia 2015

Przygotowania do Świąt w ziemiańskim dworze. Ozdoby świąteczne.

 Wpis inspirowany  książką Mai Łozińskiej " W ziemiańskim dworze". Chcę przybliżyć Wam klimat Świąt w przedwojennej Polsce. :) Dzisiaj o ozdobach choinkowych.


W rodzinach ziemiańskich przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia rozpoczynały się na początku grudnia, kiedy dzieci zabierały się do robienia ozdób choinkowych. Najpopularniejsze były łańcuchy. Najczęściej robiono je z papieru lub bibułek i słomy. Złotą farbą malowano szyszki i włoskie orzechy a z wydmuszek tworzono anioły i ptaki. Dobrym polskim zwyczajem było zawieszanie na choince smakołyków czyli jabłek, cukierków, fig, ciasteczek i pierników.
Po odzyskaniu niepodległości, każda dobra gospodyni dbała, aby przygotować Boże Narodzenie tylko z polskich produktów. 

 W grudniu 1927 roku miesięcznik „Ziemianka Polska”,upominał czytelniczki „ przede wszystkim starajmy i pilnujmy tego, by na choince nie było żadnej ozdoby pochodzącej z zagranicy. Strójmy naszą polską choinkę piernikami upieczonymi w domu, z miodu z własnej pasieki, jabłkami rumianymi z naszych wzorcowo prowadzonych sadów, świecidełkami ze złota pszennej słomy naszych łanów polskich, drobiazgami wykonanymi u nas w kraju”.

Nie można też nie wspomnieć o wykonywaniu ozdób w opłatków. Ten delikatny materiał łatwo się barwił i kleił za pomocą śliny. Wycinano z niego figury geometryczne (trójkąty, kółka, gwiazdki) i tworzono kompozycje przestrzenne tzw. światy. Zawieszone na lnianej nici delikatnie obracały się  przy ruchu powietrza.







Jodła, świerk lub sosna ustawiana była w jadalni lub salonie. Dbano o to, żeby byłą jak największa. Musiała sięgać sufitu :)






We wspomnieniach Zdzisława Morawskiego można przeczytać, " wyładowywano z wozu olbrzymie drzewo i wciągano je przez okno na pierwsze piętro do jadalnego pokoju. Ustawiano choinkę pod ścianą. Sięgała sufitu, a cały dom pachniał od niej igliwiem - zapachem Świąt. Ubieraliśmy ją wspinając się po dwóch drabinach przynoszonych specjanie z magazynu. Zainstalowanie gwiazdy wymagało prawdziwej ekwilibrystyki. Bombki i srebrzyste łańcuchy przechowywane były na strychu z pokolenia na pokolenie, łańcuchy z kolorowego papieru robiliśmy co roku nowe. Ojciec przywoził z Warszawy anielskie włosy, czyli srebrzyste nitki, a także świeczki, które nigdy nie chciały się trzymać  prosto w metalowych lichtarzykach. Świeczki zapalało się tylko raz albo dwa razy knotem na długim kiju , takim jakiego używano w kościele.  Wielkie drzewo groziło pożarem. Zimne ognie wieszane na choince paliły się tylko raz - w czasie wigilijnego wieczoru. Pod choinką stawała szopka z drewnianymi, kolorowymi figurkami, a w dniu Wigilii pojawiały się też obok zapakowane prezenty"

A może warto wrócić do tamtych tradycji. Robić ozdoby samemu lub kupować od polskich producentów. Powiedzieć "NIE" tandecie z Chin. Zdaję sobie sprawę, że cierpimy na deficyt czasu, ale zamiast siedzieć kolejną godzinę w telefonie/komputerze/tablecie wybierając świateczne gadżety poświęćmy ją właśnie na wspólne tworzenie. Uwierzcie, że nie trzeba być mistrzem robótek ręcznych, aby skleić łańcuch z papieru czy pomalować orzechy na złoto :) 

A choinka obwieszona naszymi małymi dziełami sztuki sprawi nam ogromną radość :)